Yerba mate - od diabelskiego naparu do herbatki misjonarzy

2019-07-12
Yerba mate - od diabelskiego naparu do herbatki misjonarzy
Odkrycia geograficzne i kolonizacja Ameryki Południowej otwierały przed Europejczykami nowe światy obyczajów, pokarmów, roślin leczniczych. I tak pierwsze kontakty konkwistadorów ze starego świata z rośliną, którą później nazwano yerba mate miały miejsce w XVI w.
Popularność napoju yerba mate zaczyna się od połowy XVII wieku, kiedy to w zamieszkane przez plemię Indian Guarani dorzecza Parany dotarli jezuici. To oni odkryli, że ulubioną używką tubylczych plemion były liście pewnego gatunku wiecznie zielonego krzewu. Ich żucie pozwalało zlikwidować zmęczenie, dodawało sił, rozjaśniało umysł i łagodziło uczucie głodu. Jezuici przekonali się do naparu ze sproszkowanych liści i pędów cudownej rośliny, a doceniwszy jego właściwości energetyzujące ciało i umysł, rozpropagowali go w Europie jako alternatywę sprowadzanej z Azji herbaty. Plantacje yerba mate były głównym źródłem dochodu redukcji misyjnych jezuitów aż do kasaty Zakonu w 1773 roku. Jednak nie od razu Bracia Towarzystwa Jezusowego zapałali przyjaźnią do napoju Indian. Ich główną działalnością była chrystianizacja obszarów zamieszkałych przez Indian Guarani. I choć z założenia zakon szanował obyczaje tubulczej ludności, początkowo był przeciwny roślinie, która jak się okazało, była poświęcona pogańskiemu bożkowi Tupie. Wprowadzono zakaz picia tego magicznego zioła o diabelskich konotacjach. Zagrożono ekskomuniką. Podobno jezuici rozpuścili nawet plotkę, że zioło jest afrodyzjakiem, co miało odstraszać wiernych. Podziałało to jednak całkiem odwrotnie i przysporzyło więcej fanów tej niezwykłej roślinie.  W tamtej szerokości geograficznej, nawet wśród bogobojnych chrześcijan, takie restrykcje nie wytrzymały długo, popularność naparu ciągle rosła, więc żeby nie stracić wiernych, zmieniono politykę. Jezuici sami zaczęli uprawiać yerba mate w swoich redukcjach, zamiast jej zakazywać. Napój zaczęli propagować w Europie jako alternatywę dla sprowadzanej z Azji herbaty. A zamiast boga Tupy, patronem yerba mate stał się św. Tomasz, któremu oddano pierwsze zalanie ostrokrzewu paragwajskiego jako tzw. łyk świętego Tomasza. Jak mówią legendy, był on otoczony wspaniałą aurą, nie atakowały go pumy, jaguary, czy nawet żmije. Wierzono teraz, że to święty obdarował ludzi yerba mate i wyjaśnił im jej cudowne właściwości.
Handel yerba mate oraz rzeźbami i instrumentami produkowanymi przez ucywilizowanych Indian Guarani był bazą potęgi ekonomicznej państwa jezuitów. Indianie pracujący w redukcjach tracili swoją tożsamość kulturową, choć nie wolność. Przejmowali europejskie zwyczaje.
Niektórzy twierdzą, że jezuici zaszkodzili rdzennym mieszkańcom Ameryki Południowej. Czy jednak na pewno? Można spojrzeć na to z innej strony. Jezuici, dzięki umożliwieniu Guarani pracy na plantacjach i objęciu opieką, uchronili ich od powszechnego wtedy niewolnictwa lub nawet śmierci. Dali możliwość rozwoju. Trzeba pamiętać, że w czasach ekpansji kolonialnej, większość rdzennych kultur w kontakcie z białym człowiekiem przegrała. Problem jest dość złożony i pięknie, gorzko został przedstawiony w filmie „Misja” Rolanda Joffé z 1986 roku.
W XVII w. zakon i państwo jezuickie zostały zlikwidowane, bo ich pozycja i wpływy niebezpiecznie dla władców europejskich, się powiększyły. Wygnani jezuici zabrali ze sobą tajemnicę uprawy yerba mate. Ponownie musiano zbierać mate z roślin dziko rosnących, bo nikt nie potrafił efektywnie kiełkować nasion. Dopiero w XIX w. francuski botanik Aimé Goujaud odkrył jak kiełkować oporne nasiona ostrokrzewu paragwajskiego i rozpoczął się proces odnowy tradycji uprawy i picia yerba mate.
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel