Klienci polecają

Pan pije jakieś „szuwary”…

  SZUWARY

 

  Sprzyjające koncentracji, pobudzające właściwości yerba mate polecane uczniom i studentom podczas przygotowań do sprawdzianów bądź egzaminów mogą stanąć również po drugiej stronie procesu edukacyjnego, kiedy to po yerbę podczas prowadzenia zajęć sięgnie… nauczyciel!

  Bezustannie narzekające grono przepracowanych pedagogów, pracujących niejednokrotnie w kilku miejscach zatrudnienia, zagonionych pomiędzy sprawdzaniem prac klasowych, wypełnianiem dzienników, awansem zawodowym i przygotowaniem do zajęć, dostaje oto do ręki nowy środek do samodoskonalenia – YERBA MATE. Grono pedagogiczne patrzy jednak na takiego nauczyciela sceptycznym okiem, widząc jak wsypuje do matero dużą ilość czegoś zielonego przyniesionego w woreczku, po czym wkłada jakąś dziwną rurkę potrząsając nieco egzotycznym naczynkiem. Czy to aby na pewno legalny stuff? Bardziej zaprzyjaźnione koleżanki z pracy (w gronie pedagogicznym przeważa liczba koleżanek) podchodzą zaciekawione pytając o pochodzenie produktu, lecz pomimo zainteresowania nie dają się skusić na spróbowanie, widząc zielone bagno wypływające na wierzch zalanego naparu.

  Matero zalane, termos napełniony, dziennik pod pachą – czas na lekcje. W klasie w miejscu, w którym kiedyś stał kubek z kawą któregoś dnia pojawia się gruszkowata tykwa z wystającą rurką, obok zaś niepozorny, smukły metalowy termosik.

  - Co pan tam ma? – szybko pada pytanie. Jeden z uczniów widząc wierzchnią warstwę napoju stwierdza, że to pewnie jakieś „zioło”…

  Podczas wykonywania zadań w zeszytach nadchodzi moment, kiedy w końcu można się trochę napić – dobrze zaparzona mate, bez pośpiechu, zaledwie kilka łyków wyciągniętych przez bombillę – na twarzy rysuje się niewerbalny sygnał wewnętrznego zadowolenia.

  - Widzę, że panu smakuje – stwierdza kolejny uczeń odrywając uwagę od wykonywanego zadania.

  Wychodząc na przerwę wszyscy z zainteresowaniem obserwują, jak nauczyciel zalewa ponownie tajemniczy napar. Powietrze lekko spienia wierzchnią warstwę mate, listki mieszają się z patyczkami…

  - Wygląda, jakby pan pił jakieś „szuwary” – pada spontanicznie wymyślona nazwa i jak to zazwyczaj bywa, szybko przechodzi do języka potocznego, pozostając na długo…

  Z czasem grono pedagogiczne coraz mniej zauważa osobliwość egzotycznego napoju. Niektórzy pytają o właściwości, samopoczucie, a i ciekawość spróbowania staje się coraz większa. Kolega stwierdza, że preferuje raczej mate z samych listków… Koleżanka pyta o sposoby parzenia, bowiem córka niedawno zakupiła zestaw i chciałaby mieć pewność co do właściwego przygotowania napoju. W mieście pojawił się sklep z dużym wyborem mate i akcesoriami.

  Podczas lekcji matero czasem zastępuje styropianowy termiczny kubek, a kolejne zalewania „szuwarów” nawet w trakcie zajęć nie budzą już tak wielkiego zainteresowania. Podobno niektórzy próbowali, ale nikt nie chce się przyznać do wzięcia przykładu z nauczyciela.

  Wakacje dobiegają końca – czas odświeżyć yerbamatowe akcesoria, żeby znowu zwracały na siebie uwagę. W sumie, to historia zacznie się od nowa, w końcu przyjdzie nowa – pierwsza klasa… Może ktoś wymyśli inną nazwę niż „szuwary”.

SŁAWOMIR KOZŁOWSKI

Tekst nagrodzony w konkursie literackim „Zostań YerboPisarzem” – drugie miejsce

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij