Klienci polecają
  • Bombilla Bambusowa do Yerba Mate Guarani ! Długa!

    Autor: Sławomir, Łódź
    Dobra jakość za niską cenę.Jedynym minusem mojej bombilli jest jej dość duża średnica,można by paliwo z baku ściągać :) Bardzo dobrze filtruje drobinki mate.Dla mnie 5/5

Książka „Za Srebrną Rzeką” – fragment o yerba mate

„Za Srebrną Rzeką” to wydana w 1962 roku przez wydawnictwo Iskry relacja z wyprawy do Ameryki Południowej napisana przez czeskich podróżników. Jerzy Hanzelka i Mirosław Zikmund odbywając podróż po tej krainie (będącą częścią podróży dookoła świata, nie mogli oczywiście pominąć zjawiska jakim jest Yerba Mate. Zanim sięgniecie po tę ciekawą lekturę przeczytajcie fragmenty:


Za_Srebrna_Rzeka


A wreszcie jest mate. Botanicy nazywają je Ilex paraguariensis, eksporterzy yerba, Indianie Caa, wszyscy pozostali mate. Ale ogólnie rzecz biorąc jest to coś więcej niż południowoamerykańska herbata (Jak się nazywa w europejskich taryfach celnych), więcej niż wywar zmielonych i sfermentowanych liści drzewa, które ku uciesze połowy Ameryki Południowej uprawia się w Brazylii, Paragwaju i w argentyńskim Misiones. Mate – to sok życiowy kriożo, mleko i serce w jednej postaci.

Picie mate nie jest wypadkiem towarzyskim, jak to powiedzmy five o’clock z filiżankami herbaty. Picie mate – chupar to warunek bytu. W szyku określeń zadań życiowych znajduje się przed pracą, zabawą, snem i posiłkiem. Kriożo, udający się do pracy o szóstej rano, wstaje o czwartej, by mieć przynajmniej półtorej godziny na chupar. Chupar znosi wszystko poza pośpiechem, stanowi bowiem rytuał, niż spoglądanie w skwierczące węgliki.

Zdaniem jednych picie mate jest warunkiem regularnego trawienia, właściwej przemiany materii, źródłem równowagi duchowej i energii życiowej. Zdaniem innych jest to największa zbrodnia, popieranie lenistwa, strata czasu, wylęgarnia chorób, zgubny nałóg. Zdaniem statystyk jest to dochodowy handel. Argentyna spożywa w ciągu roku 120 000 ton yerby. Stanowi to dziesięć kilogramów na głowę ludności razem z niemowlętami. A więc nie gramy, nie aptekarskie wagi. Ani do pierwszej, ani do drugiej grupy (nie mówiąc już w ogóle o nudnych statystykach) nie należą poeci ludowi, piewcy pampasów, kochankowie gwiazd :

Una tarde de verano

vos con tu perro y tu pingo

yo te cebo mate amargo

y tu me besas… que lindo!

(W pewien letni wieczór

przybędziesz na swym rumaku i z psem,

ja cię napoje gorzkim mate,

ty mnie pocałujesz … jak cudnie!)

Wsłuchajcie się tylko w pieśni kriożo przy płonącym ognisku, przy akompaniamencie gitary, mając z tyłu pampasy. Odejdzie was chęć filozofowania na temat , czy mate jest warunkiem regularnego trawienia, czy też zgubnym występkiem…

Gringo poznaje się po tym, jak obchodzi się z mate. Prawdziwy kriożo nigdy nie bierze pavy – czajnika z gorącą wodą – lewą ręką i nigdy grzbietem do góry. Nigdy nie dopuści do tego by woda w pavie zaczęła wrzeć. Nigdy nie pije mate inaczej niż przez bombiżę – rurkę z łopatkowatym sitkiem na końcu. Nigdy tą bombiżą nie miesza w gęstej zielonej yerbie. Nigdy nie dopija do dna. Nigdy mate nie żłopie, lecz z rozkoszą ssie. Uroczyście trzyma obłą tykwę w lewej ręce, prawą zaś dolewa gorącą wodę do lekko spienionego nektaru. A potem cierpliwie czeka, aż gość wyssie dwa, trzy łyki gorzkiego napoju. Mate amargo, czyli cimarrón. Tykwa krąży tak długo dopóki ktoś nie podziękuje. Tylko gringo dziękuje po każdym dolaniu wody, obrażając tym gospodarza…

 Fragment rozdziału „Mate amargo” w przekładzie Stanisława Gawłowskiego

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij